Informacje praktyczne – podsumowanie
02 sie 2011 Dodaj komentarz
in wyjazdy Tagi: koktebel, nocleg, zhuliany, zuliany
Po powrocie chciałem wrzucić tu kilka informacji praktycznych, które przydadzą się na pewno wszystkim, którzy lecą do Koktebel w podobny jak my sposób.
- brak przechowalni bagażu!!! Kilka osób, które na nią liczyło musiało radykalnie zmienić plany…
- brak sensownej poczekalni (bo te 20 miejsc przed telewizorem ciężko nazwać poczekalnią)
- brak jakiejkolwiek infrastruktury żywieniowej (pięć automatów z kawą/batonikami działające na banknoty do 5 HR, bufet z super nieuprzejmą kobietą, który ma do zaproponowania piwo po 20 UAH, starą kromkę z serem za 10 UAH i kilka słodkich wafelków/batoników)
- brak czegokolwiek w okolicy oferującego ciepłe jedzenie po 23:00. Najbliżej jest MacDonalds (kilka przystanków trolejbusem, który nie kursuje w nocy). Wcześniej stacja benzynowa (z nieczynną kawiarnią). Teoretycznie blisko jest kilka bufetów (ale wszystkie zamknięte w nocy i również w niedzielny poranek)
- karaluchy spacerujące po całym lotnisku!!!
- fatalny dojazd komunikacją miejską (po 23:00 a przed 7:00 nie zaobserwowałem żadnej marszrutki ani trolejbusu)
- skandaliczny sposób wyładowywania bagażu z lotów wewnętrznych (Simferopol-Kijów) – bagaże są po prostu podwożone wózkami z samolotu do rampy na której czekają ludzie i trzeba się grzebać w tych wózkach w poszukiwaniu swojego dobytku!!! Zapomnijcie o jakimkolwiek taśmociągu!!! Walka!!!
- mikroskopijna strefa wolnocłowa, mikroskopijna poczekalnie po kontroli paszportowej (lepiej zapuszczać się tam na ostatnią chwilę)
Po drugie: kwatera
Miejsce, w którym spędziliśmy trzy tygodnie znalazłem na forum: Kwatera (kontakt mailowy tam podany jak najbardziej aktualny, można przelać zaliczkę przez Wester Union)
Na zamieszczonej tam mapce (Mapka) ulica Gumiliewa to lewy górny róg. Około 25 minut do brzegu morza. Jak ktoś lubi spokój i ciszę – miejsce idealne, ledwie dociera tam jazgot nocnego życia Koktebela. Jak ktoś nie lubi spacerów – może być za daleko. Właścicielka bardzo kontaktowa, pomocna, chętnie porozmawia. Wszystkie sanitariaty sprzątane regularnie. W tym roku była tam specjalnie do tego zatrudniona dziewczyna, która cały dzień sprzątała, podlewała, dbała o gości.
- Pościel zmieniana co tydzień
- Ciepła woda na okrągło (węzeł sanitarny, prysznic, kuchnia)
- Prysznic letni (z podgrzewanej słońcem beczki)
- Drugi węzeł sanitarny (z zimną wodą)
- Darmowy internet WiFi
- Darmowe widoki na Kara-Dag
- Miejsce na grill, parking
- 2 minuty do najbliższego (nowy, czynny do późna) spożywczego, 10 minut do całodobowego supermarkeciku
- Całość otoczona wysokim murem, drzwi na zamek szyfrowy
- Za dwuosobowy pokoik (wejście z podwórka bezpośrednio do pokoiku zamykanego na kłódkę) płaciliśmy 15$ na dobę
- Były też pokoje w domu i w drugim domu – nie znamy cen ale pewnie trochę drożej
Kilka zdjęć dla zobrazowania jak to wygląda:
We’ll be back!
31 lip 2011 Dodaj komentarz
in wyjazdy Tagi: kijow, Krym, simferopol, zuliany
„We’ll Be Back” (Arnold) aka „My tu, kurwa, jeszcze wrócimy” (Boguś)
Burma Shave
30 lip 2011 Dodaj komentarz
in wyjazdy Tagi: jedzenie, koktebel
Tom Waits napisał dawno temu taką piesn… Gdy podróżował z rodzicami jako dziecko ciagle widział reklamy „Burma Shave” i myślał ze to jest jakieś miasto a nie reklama maszynek do golenia. Wiec stworzył sobie w głowie obraz tego miasta gdzie nie było za wesoło („każdy ma już jedną nogę w grobie”).
Ja na zasadzie takich idiotycznych skojarzeń od razu zapamietalem nazwę jedzonka: бурма. Burma to jest „ciacho” podawane najczęściej na ciepło. Z mięsem i ziemniakami. Smakuje jakby ktoś zawinął w formę ciasteczka polskie łazanki i dodał ziemniaków. Pożeram to niemal co wieczór takie jest smakowite.
Ogórki malosolne – kupowane na sztuki. Zależy jak się trafi… Czasem są totalnie nie „przegryzione” jakby w zalewie wyladowaly dopiero przed 10 minutami. A czasem są po prostu boskie. Iść deptakiem i wciągac ogorka – to jest to!!!
Kukurydza gotowana – jedzenie proste i popularne również w
Polsce na które ja się nie dałem wcześniej namówić. Teraz będę katowal żonę żebyśmy często robili sobie ten smakolyk na obiad.
Marchewka – tutaj robiona pod postacią takich długich rurek z duża ilością czosnku i przypraw na ostro. Kupiliśmy już odpowiednia tarke i przyprawy. Ciekawe czy uda się odtworzyć efekt w Polsce
Sałatki – większość na bazie ryb. Od spodu ryba, na tym marchewka, buraki, smietana, czosnek. Mógłbym jesc to jako obiad. Kiedyś nawet o 22:00 dopadł mnie pasibrzuch i szukałem ale wszystkie „stołowyje” już były zamienione w dyskoteki i nie dawali
Bułki z owocami – nieważne gdzie, nieważne od kogo
Robione na ciepło!!! Buleczka a w niej jabłka, mandarynki i coś jeszcze. Idealna przekaska jeżeli nie ma Burmy w okolicy
Szaurma Wostocznaja – kebab u nas to się nawet do tego nie umywa. Do placka leci dużo surowki, miecho z kebawowego opiekacza, sosy, przyprawy. Potem się to smazy przez chwile na rozgrzanej blasze i jeszcze jest polewane sosikami. Wychodzi soczyste i przepyszne.
Tararskie szaszlyki – wielkie kawaly miecha które skwiercza na żywym ogniu gdy spaceruje się deptakiem. Ten dym tak pachnie, to mięso tak kusi!!! Ciężko się oprzeć!!! Do tego grillowane ziemniaki, nadziewane serem pomidory, roladki z baklazanow… Drogo! Ale cholernie dobrze.
Czy po tym wszystkim będzie jakimś zaskoczeniem ze na ostatni urlopowy obiad idziemy do „tatarskiej” restauracji?
Naprawdę nie dzieje się nic #4
28 lip 2011 Dodaj komentarz
in wyjazdy Tagi: koktebel, nudik
Niestety trzeba było dokonać dzisiaj najsmutniejszego zakupu w trakcie urlopu – biletów powrotnych z Koktebela do Simferopola na sobotę. To było dosyć zabawne jak wszystko tutaj
W zeszłym roku była tylko jedna kasa czynna chyba do 16:00. Teraz kasy są dwie, jedna czynna do 20:00
W kasie tej obsługuje ta sama gwiazda co w zeszłym roku. Niezbyt uprzejma. Ale okienko ma na iście gwiazdorskim poziomie. Przy samej ziemi!!! Aby włożyć głowę do okna Jasnie Pani Kasjerki trzeba po prostu ukleknac na dwa kolana. No chyba ze się lubi wypinac do reszty kolejki w dziwnie unizonej pozie budzac powszechna wesolosc… Bilety mimo tych trudności kupiłem. Wiezie nas SimCityTrans, oni maja wypasne autobusy jak na tutejsze standardy. Widać ze się dużo polepszylo od zeszłego roku.
Nadeszła już pora na zakupy drobnych prezentów dla znajomych i rodzinki wiec rozpieprzamy kasę na lewo i prawo na różne drobiazgi. Nawet znalazlo się miejsce na wkusne winko dla pewnej parki… Mam nadzieje ze je dowieziemy.
Przy zakupie wina zabawny epizod – za krótki kabelek do terminala kart kredytowych powoduje ze ekspedientka prosi o podyktowanie PINu i obiecuje solennie ze go nie zapamieta
Hardkor
A na poczcie przemila pani dopisala nam do karteczek „Polsza” bukwami obok „Polski”. Najpierw chciała byśmy sami pisali ale jak usłyszała jak się gimnastykujemy to sama się za to wzięła
Ufff.
A teraz parę refleksji spisanych z leżaka na plaży dla golasów…
Największy problem jaki maja „tekstylni” z nagimi plazami polega na tym, ze im się wydaje ze to jest miejsce tylko dla atrakcyjnych ludzi. A to jest absolutna nieprawda! To jest plaża dla wszystkich tak samo jak każda inna. Tu po prostu przychodzą ludzie, którzy pogodzili się z własnym ciałem, akceptują je niewazne jak wyglada. Ciesza się sobą.
Na plaże dla golasów przyjdzie atrakcyjna 20 letnia kobieta ze swoim równie atrakcyjnym facetem. Ale przyjdzie tez 70 latka za gigantyczna nadwagą i da się zaprosić pod parasol przez równie wiekowego i otylego pana. Przyjdzie tez chudzielec około czterdziestki pchajacy wózek inwalidzki ze swoją żona, która mimo bezwladnych nóg chce zasmakowac słońca w pełni. Przyjdzie i mama ze spiacym oseskiem przyssanym do piersi. Przyjdzie tez nieznosny miłośnik disco ze swoim sprzętem grającym. Po prostu normalny przekroj ludzi.
A dziwnie to tutaj wyglada kobieta o sztucznych piersiach, bo jest nienaturalna. Albo człowiek w rowerze wodnym pływający blisko plaży aby poogladac golasów. To są dziwaki
To oni odstaja od normy.
Trzy fazy pobytu na plaży dla naturystow/nudystow:
- lapczywe oglądanie innych nagich ciał, porownywanie się z nimi, ocenianie siebie i innych
- przyzwyczajenie do otoczenia, wtopienie się w tłum i najnormalniej w świecie zapominanie o własnej nagosci.
- zdziwienie na widok kogoś kto chce opalac się w stroju/gatkach. Zdziwienie na widok kogoś kto obnosi swoje odsloniete plecy ze śladami po opalaczu wieczorem na deptaku. Uznanie stroju Ewy/Adama jako jedynego naturalnego stroju do opalania.
I faza trzecia zostaje na całe życie. Bo nagosc jest po prostu naturalna. A człowiek zrzucajac z siebie ciuchy staje się bliższy temu czym jest. Ma mniej środków do kreowania siebie jak to teraz jest w modzie. Ludzie nadzy łatwiej w sobie budzą dziecko, które po drodze gdzieś zgubili. Cieszą się słońcem, woda i zabawą bez skrepowania.
To pisałem ja! Golasowy neofita
A teraz śpiewa Spięty:
Pyrgnął amorek mi miejsce na chmurce
Nóżki nam dyndają w ozonowej dziurce
W nocy strącimy dwie gwiazdeczki z procy
A jutro rowerek wodny i może na kocyk
Z compadre też chcę napić się oranżadki
Podglądać syrenki, cycuszki jak z watki
Podglądać cycuszki nim kapitan „Duże Be” nas zgani
Taka ładna pani a do nas ani-ani
Cacy cacy nam dziś dzionek Bozia dała
W górę rączki i tany-tany
Bozia rulz
Ale to metale Pany
Szkoda, ze Cię tu z nami dzisiaj nie ma
Kurde!
Szkoda, ze Cię tu z nami dzisiaj nie ma..
—
Wieczorem – dla ochlody spacerek po nocnym deptaku. Morze jak tafla szkła, ludzie puszczają lampiony które majestatycznie suną w dal. W barach dyskoteka na całego, tancerki w kustch spodniczkach i niebotycznych szpilkach zapraszają do wejścia. Obok – męski striptiz (uciekł nam, cholerka) własnie się konczy. Jeszcze dalej dziewczyny przy rurze tańczą na blacie w supermalym lokaliku. Jednym słowem -normalka ![]()
Obok tego: mamy z wózkami, dzieciaki robiace sobie tatuaze, hektolitry piwa, wina i słabych drinkow.
A my standardowo idziemy w kierunku naszej plaży. Ktoś się kapie w totalnej ciemności, ktoś śpi na kamieniach, ktoś urządza piknik (wino i piwo) w większym towarzystwie. Tutaj jest znacznie spokojniej… W „Calypso” przygrywa zespolik. Wydaje się, ze najlepszy z wszystkich jakie tu słyszeliśmy. A może to efekt wypitego na deptaku alkoholu? Nieważne. Podoba się nam, stoimy dłuższy czas trochę spiewajac z wokalistą. Zabawnie to brzmi jak po coverze jakiegoś anglojezycznego zespołu (całkiem ładny angielski, bajdełej) człowiek słyszy „Balszoje Spasiba”
a potem kolejny kawałek już spiewany jest po rosyjsku choć oryginał na pewno był angielski…
Chwiejnym krokiem wracamy do domu. Coraz mniej czasu nam zostało. Dzisiaj trzeba się zacząć pakować. Ale najpierw na plaże!!!
Wycieczka do Ai Petri
26 lip 2011 Dodaj komentarz
Jedziemy sobie busikiem własnie do pierwszego punktu naszej wycieczki. Mamy dzisiaj nastukac niemal 450km tym busikiem. Wygodny jest tylko droga już w przeciwna stronę niż do Kerczu, na zachód. A to oznacza wiecej gór wiec nie pospimy za bardzo. A szkoda bo zaczęliśmy pobudką o 6:20 ![]()
Na szczęście dzisiaj jest normalna przewodniczka. Strasznie przejeta swoją rolą opowiada nam o przyrodzie i o historii a nie o Sowietskoj Rodinie
Nawet jak się odnosi do tego co się działo w czasach Sowieckiej okupacji to robi to inaczej niż poprzedni przewodnik. Pojawia się zwrot „sowietskij pieriod” i potem wyjaśnienie co było. Na przykład likwidacja zenskiego klasztoru i stworzenie tam sowchozu, który nazywano „bezboznym”.
Teraz mkniemy w kierunku Jalty trasą po której smigaja trolejbusy na odcinku 80km. Imponujaco!! Minelismy monumentalny Czatyr-Dah i pojedziemy do pierwszego punktu wycieczki.
1) Palac Liwadijski. Najważniejsza rzecz jaka przytrafila się temu obiektowi to Konferencja Jałtańska. Dlatego całe piętro poświęcone jest temu wydarzeniu. Można sobie obejrzeć sypialnie, jadalnie, pokój dzienny Roosevelta. Można obejrzeć wiele zdjęć znanych chyba każdemu a przedstawiających trzech panów którzy dzielili powojenną Europe. Z „Polakow” można zobaczyć Bieruta. Czad ![]()
Na drugim piętrze ekspozycja dotyczy już normalnych właścicieli tego domku letniskowego – rodziny carskiej. Brakuje wyraźnie eksponatów. Większość to zdjęcia a raczej ich kopie. Ponoć car był wielkim milosnikiem fotografii. Nawet można obejrzeć jego wypasnego Kodaka z mieszkowym obiektywem i reklamy sprzętu z tego czasu. Jest sliczny portret czterech młodych Romanownych i duże zdjęcie całej rodziny zrobione niedługo przed tym jak kolejna europejska tyrania postanowiła wcielic w czyn teorie eugeniczne i dla zatarcia złych genów zabić wszystkich łącznie z małymi dzieciakami. Jedyne co zostało im na pocieszenie to beatyfikacja w 2000 dla całej rodzinki ze strony Cerkwii. Wcale bym się nie zdziwiło gdyby okazało się, ze deficyt eksponatów to również konsekwencja działań władzy ludowej, która w walce o nowy wspaniały świat tepila nie tylko ludzi ale i ich własność. Budynek się ostal
2) Aj Petri – nasz główny cel podróży! Wszystko inne to cele drugorzędne a nawet zbędne
Na początek przykra niespodzianka – stoimy w kolejce do kolejki a nie wchodzimy tak jak niektóre grupy zorganizowane osobnym wejściem. Z dobre 45-60 minut nam zeszło w tym ogonku. Jako ciekawostke można było sobie obejrzeć interesujące rozwiazanie – wielkie wentylatory do których doprowadzono wodę tak aby zamiast mieszać gorące powietrze, rozpylały przyjemną bryze. Instalacja wodno-tryskaczowa była chyba oparta na elementach normalnie służących do instalacji koncentrycznych kabli antenowych
Ot, ciekawostka. Ale bardzo skuteczna. Inaczej byśmy chyba umarli w tej kolejce.
Kolejka przerob ma niezły! Do wagonika wchodzi około 30 osób i przyjeżdża on co 5-6 minut. Potem zasuwa z prędkością 8 m/s do środkowej stacji na wysokości około 500m by z tamtego miejsca poganiani przez pracownikow i straszna kobietę która krzyczy do mikrofonu „szybciej, podawać bilety, nie zatrzymywać się” a te wrzaski mikrofon przekazuje do glosnika na jej brzuchu i z tak dziwnego miejsca docierają one do pasażerów, przesiasc się na drugi etap. Ten już wspinajac się po skale bardzo ostro zawozi nas na te 1200 metrów wzniesienia. Nie jest tak strasznie jak się spodziewaliśmy, wagoniki miękko ruszają i hamują. Przy przetaczaniu się przez poszczególne słupy trzymającej liny trochę trzęsie ale jest całkiem przyjemnie. Wagonikow nie upychaja na maksa (szok! Nietypowo) wiec każdy może sobie popatrzeć przez okno. A jest na co! Na dole morze, środkiem las, na górze lyse skały. Sielsko.
Niestety pierwsze wrażenie na górze jest zaprzeczeniem tego z wagonika. Od razu wpada się na bazar/dyskotekę z koszmaru. Na ręce stawiają ci dzikie ptaki do fotografowania, sprzedawcy jedzenia atakują jakby chcieli oddać ci własna wątrobę, a propozycje przejazdzki konnej niesie w sobie tyle negatywnych emocji co propozycje Don Corleone. Nic nie pomaga! Ucieczka, mówienie „nie”, ignorowane. Wszystko powoduje ze propozycje stają się jeszcze bardziej halasliwe i namolne. Ja rozumiem, ze to taka tradycja ale w Koktebelu czy Sudaku dzieje się to w sposób cywilizowany. Na Aj Petri miałem wrażenie ze cała góra to banda cwaniakow szukających frajerow do naciagniecia. Dlatego ucieklismy w bok… na ścieżkę wiodaca na sam szczyt góry. Na obiecane 1234 metry npm. I tam już jest cudownie! Spokój, w duzej części zacieniona wspinaczka po wyslizganych kamieniach a na końcu nagroda – tabliczka z wysokością i piękne widoki aż do samego morza. Tak można wypoczywac! Mimo tłoku jest bardzo przyjemnie. Trochę chlodniej niż na dole, ale wciąż w prazacym słońcu. Nie spieszylo nam się do rozwrzeszczanego „centrum” góry wiec pospacerowalismy jeszcze po drozce po której chodziły/biegaly koniki, które wynajmowali rozwrzeszczani; dotarlismy do wejścia do jaskini i powolnym spacerkiem doszliśmy w czasoprzestrzeni do miejsca gdzie kończył się czas wolny naszej wyprawy. Tym razem przewodniczka już nam trzymała miejsce w kolejce wiec niemal z marszu spuściliśmy się na dół. Równie przyjemnie jak w gore. Bez żadnych efektów specjalnych, których tak bała się Małżonka
3) Jaskolcze gniazdo – tym razem bez podchodzenia do niego, tylko z tarasu widokowego. I dobrze bo byliśmy tam rok temu.
4) Jałta – tu tez byliśmy poprzednio wiec bez emocji przespacerowalismy się po nadmorskim deptaku. Od Lenina do rzeczki i spowrotem. Nic się nie zmieniło. Nadal to nie jest miasto na urlop dla nas. Deptak pełen sklepów z odzieżą, brak wina na rozliw poza kilkoma podejrzanymi miejscami, plaża wąska i brudna (Pety! Wszędzie pety! Na brudnym piasku!). Nawet piwa lanego do kubkow za bardzo nie było. Pewnie miło tam jest sobie wieczorem pospacerowac ale to nie to co zatloczony deptak w Koktebelu. Gdzie w tej Jalcie zapachy jedzenia, dymu z grilla, stragany z badziewiem? Zamiast tego – sklep Adidasa. Wiemy już na 100% ze Jałta to nie jest „nasz” Krym, tak samo jak Kercz. „Nasz” jest Koktebel i tak już zostanie
Z Jalty mamy dwa wytrawne winka od Massandry – ponoć najlepszy winzawod na Krymie. Sprawdzimy.
Teraz wracamy z zabojcza prędkością do domku. Około 22:00 mamy być na miejscu. Drogi opustoszaly, kierowca zaiwania jak szalony. Jedzie z nami dziewiecioosobowa rodzinka. Cała wyposażona przez Apple
Dzieciaki maja iPody touch (ze trzy widziałem), mamusia iPhone 3G (oczywiście w fatalnym guscie ma do tego obudowe – ale tu wiadomo: im bardziej pstrokato, złoto, odpustowo – tym lepiej), a u tatusia chyba mignal mi iPhone 4. Niezły wynik jak na jedną rodzine!
Gadżetów tu generalnie jest wiele. Ciężko przyjść na plaże i nie zobaczyć kilku Kindle w rękach plazowiczow. Czasami parki mają nawet po dwa i sobie czytają na kamieniach swoje książki.
A skoro już jestem przy plaży to ważna sprawa. Miedierapan to małża. Tak wiec moja żonka wsuwa ze smakiem małże smażone na patyczkach jak szaszlyczki. Od początku tak zreszta mówiła
Spytalismy sprzedawcę co to jest miedierapan ale raczej udzielał odpowiedzi na zasadzie „koń jaki jest każdy widzi”. Używał innych niezrozumialych wyrazów choć powiedziałem mu ze my nie kumamy za dużo po ichniemu
Na szczęście sąsiad obok nam wytlumaczył trochę ręcznie pokazując najpierw wirtualną perłę na naszyjniku a potem otwierając ręce jak muszelkę. Solidarność golasów górą!!! Od tego momentu gdy mówię słowo „Małżonka” znaczy ono już coś innego niż wcześniej
Ale suszone kalmary – nie! Jednocześnie slone i słodkie, bez sensu. To już lepsze sucharki o aromacie kawioru. I sledzie w oleju jedzone nocą pod tutejsze porto !









































Najnowsze komentarze